Czy każda szkoła to beton? Trochę optymizmu

W poprzednim wpisie wyżaliłam się na betonowość naszej szkoły, na brak współpracy, na brak zrozumienia…
A przy okazji sprawdzianu szóstoklasistów, wspominałam o obawach, które wzbudza we mnie perspektywa gimnazjum, głównie w związku z zaległościami jakie ma mój syn, ale i z oczywistymi problemami , które niesie adhd.
System oceny zachowania w naszej obecnej szkole i wspomniane zaległości ograniczyły wybór nowej szkoły do zera, czyli do gimnazjum rejonowego. Te również mają raczej złą sławę, ale obiecałam,  że będzie trochę optymizmu.

A tym powiało po wizycie w przyszłej szkole mojego syna, która zorganizowała dzień otwarty.
wybór nowej szkoły
Już na wejściu przywitała nas pani, która widząc lekko przerażone miny, zaczepiła nas z propozycją udzielenia odpowiedzi na pytania, które z pewnością mamy. Oczywiście mnie przede wszystkim interesowało jakie mają problemy z dziećmi. Dowiedziałam się, że tak jak wszędzie problemy są, ale cała sztuka w tym, żeby je zauważać i szukać przyczyn – pierwszy duży plus

  • nie ściemniają, że sobie ze wszystkim radzą, nie mówią od razu o karach jakie mają w orężu

Potem pani zaprosiła nas na wycieczkę po szkole: obejrzeliśmy większość pracowni, każdy z nauczycieli opowiedział w jaki sposób pracuje, było kilka lekcji pokazowych i… kolejne plusy

  • większość sal to naprawdę pracownie – a nie sala z ławkami i ewentualnie jakieś plansze.
  • większość nauczycieli uczy przez doświadczenie,  a nie klepie materiał z podręcznika
  • ci, którzy się prezentowali mieli ten błysk w oku, pasję nauczania, pomysły i chęci.

Kolejna nowość – są klasy z innowacjami –  np klasa humanistyczno – artystyczna. Jako przykład jak wygląda praca w takiej klasie podano omawianie powstania warszawskiego – na polskim przygotowują jakiś performens na ten temat, na historii omawiają tło historyczne, na zajęciach artystycznych projektują okładkę książki. I na wszystkich przedmiotach dzieje się to w jednym czasie. Ale to co mnie naprawdę zaskoczyło i jest kolejnym plusem, to to, że:

  • zapraszają do tej klasy wcale nie dzieci utalentowane plastycznie, wcale nie dzieci kochające historię i wcale nie te lubiące czytać – zapraszają ich zupełne przeciwieństwa – bo założeniem jest odczarować te przedmioty, obudzić w dzieciach to, co często jest uśpione, lub zmienić nastawienie wykreowane przez nauczyciela, który wcześniej je zniechęcił… fajnie co?

Następny ogromny plus, na który chyba tylko ja z naszej grupki zwróciłam uwagę, a którego przez 3 lata nie udało mi się wydębić w naszej dotychczasowej szkole:

  • w każdej sali wisi ogromna plansza, na której są spisane zasady obowiązujące w danej klasie – w każdej inne, więc to nie są gotowce – są opracowane wspólnie i głowę daję, że z ich egzekwowaniem problemów większych nie ma.

Ponadto:

Są klasy sportowe, duży nacisk na naturalną naukę języków, każde dziecko powinno wziąć udział w jakimś projekcie, a projekty mają naprawdę dużo bardziej rozbudowane niż plakat promujący segregację odpadów. Kręcą filmy, jeżdżą na wymiany, biorą udział w konkursach itp.
Na stałe jest pedagog, psycholog i doradca zawodowy. No i co najważniejsze dyrekcja szkoły ma pomysł, ma chęci i ma ludzi, żeby realizować swoją misję, bo kadra nauczycielska to w przewadze młodzi pasjonaci, a nie sfrustrowani ludzie w wieku przedemerytalnym, którzy chcą tylko dotrwać lub w najlepszym przypadku tacy, którzy przychodzą do pracy, bo nie mają innego wyjścia. Mają też stołówkę, dentystę, salę gimnastyczną i boisko – jak na rejonówkę wypas.

Oby choć połowa z tego co pokazali była codziennością,  to będzie dobrze…

Teraz z nieco innej beczki – słodycze.

To, że założenie, że to słodycze powodują adhd jest nieprawdziwe to wiadomo – odcięcie dzieci z adhd od słodyczy nie spowoduje, że znikną objawy. Ale nie da się ukryć, że ich nadmiar te objawy może nasilać. Dlatego przynajmniej próbujemy ograniczać ich ilość, ale oczywiście im bardziej czegoś nie wolno, tym większą pokusę stanowi.

Pewnym kompromisem mogą okazać się ciastka Belvita.

Widywałam je w sklepie, ale cena jakoś szczególnie nie zachęcała. Kilka razy kupiłam paczuszkę, bo wygodne – takie na raz. I tyle.
Ale nieoczekiwanie dostałam kilka paczek tych ciastek do przetestowania – musiałam zatem się trochę bliżej im przyjrzeć i okazało się, że te małe paczuszki to nie jedyna ich zaleta. A cena też ma swoje uzasadnienie.
Te smaki, które dostałam, przede wszystkim nie mają syropu glukozowo fruktozowego, którego staram się unikać, mają cukier albo miód, mają całe mnóstwo nasion, ziaren, owoców itp.
Nie nazwała bym ich co prawda pełnowartościowym śniadaniem, ale jeśli do wyboru jest zwykły batonik, ciastka, czy drożdzówka to wygrają Belvita.  Myślę, że jeśli od czasu do czasu zamiast kanapki, do pudełka trafią te ciastka i kubeczek jogurtu to też będzie dobrze.
Mój syn też lekko zafiksowany na to co „zdrowe” – zawsze się pyta, co to zawiera i na co pomaga – a te ciastka dodatkowo są naprawdę bardzo smaczne.

Przypadły one do smaku wszystkim osobom, które nimi poczęstowałam.
Także z czystym sumieniem polecam i Wam.

A gdyby ktoś też chciał potestować różne produkty to jest taki portal streetcom.pl – wystarczy się zarejestrować i czekać na swoją paczkę 🙂
belvita