Walka o porządek, sprzątanie na okragło

Dziś po prostu muszę wyrzucić z siebie frustrację i chyba przyznać się do bezradności.
Temat bardzo na czasie, bo w większości domów dobiegają końca porządki przedświąteczne.
W naszym niezmiennie króluje BAŁAGAN!
Poniższe zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu – u nas wygląda to duuuużo mniej swojsko.

bałagan w pokoju

Perfekcyjną panią domu nie jestem – zdarza mi się nie pozmywać, zostawić ubrania na krześle czy nie wynieść kubka. Jestem chomikiem i mam zdecydowanie za dużo rzeczy, ale przynajmniej są poukładane. Jednak bajzel i syf, który generują moje całkiem duże dzieci mnie po prostu wykańcza!  Przeszkadza, irytuje i ogólnie psuje atmosferę i tak napiętą z wiadomych względów.
Do niedawna walczyłam chociaż o to, żeby na pierwszy rzut oka było ogarnięte, o odkładanie na miejsce itp, ale ostatnio wkurza mnie po prostu wszystko!

Mam wrażenie, że nic nie robię tylko sprzątam, a efektów nie widać.

Oto przykłady tego, o co są codziennie afery – CODZIENNIE!!!

Sterta ciuchów na pralce – teoretycznie jeszcze nie do prania, ale praktycznie już raczej nie będzie zakładana… próbowałam chyba wszystkiego : od „zabierz ciuchy z pralki” , po wynoszenie/wyrzucanie ich do pokoju, czy zostawienie, aż się skończą zapasy, bo piorę tylko to co w koszu – NIC nie pomaga.

Mokre ręczniki skitrane po kątach – jak pamięta, żeby przynieść z pokoju do łazienki, to pierdyknie na pralkę (na której jest już sterta ciuchów). jak się pofatyguje i powiesi jeden to zapomni wypakować z torby drugi… A jak zapomni przynieść i zapomni wypakować? Bierze MÓJ. I co? Mojego też zapomni przynieść, albo powiesić.

Torby i plecaki w przejściu (a każdy ma po dwa) – niezrozumiałe dla mnie – bo żeby jeszcze musiał ten plecak gdzieś zanieść, a potem wrócić… ale on go stawia na środku i idzie do pokoju, w którym za chwilę będzie mu potrzebny – i wraca… A torba po treningu stoi często do następnego – więc nie tylko się to wszystko kisi, ale za chwilę nie ma na zmianę (bo piorę tylko to co w koszu).
I tez nie pomaga „torbę zabierz” czy podstawianie pod jego drzwi… Jak nie powiem to zostawi na środku…jak zastawię drzwi, to przez nią przechodzi…

Buty w przejściu, oczywiście porozwalane, bo przecież się o nie wszyscy potykają…

Brudne naczynia zajmujące każdą wolną powierzchnię (swoją drogą to nie wiem, jak im się udaje w tak krótkim czasie, tyle zużyć) – i żeby nie było – jest zmywarka!!
Często zanim włączę wołam, żeby poprzynosili z pokojów i mimo, że jest otwarta, a ja ładuję do niej pozostałe, to za każdym razem stawiają mi te przyniesione na blacie – a ja za każdym razem mówię WSTAW!! nie kodują…

Ufajdana deska do chleba i jej okolice – ślady masła i keczupu są wszędzie! A dodatkowo masło, najczęściej takie rozbabrane, zostaje na wierzchu… tu tez wzięłam na przetrzymanie, że jak raz, drugi będzie musiał czyścić, to się nauczy – a gdzie tam !! Na tej upaćkanej robią następne kanapki…

Poza tym takie drobiazgi:

  • niewyniesione śmieci (przeważnie takie z bombą biologiczną)
  • pierdylion butelek po napojach (bo w pokoju sobie posprzątał…)
  • śmieci w  bliższych i dalszych okolicach kosza (bo nie doleciały)
  • zachlapana, a potem zdeptana podłoga w kuchni
  • rozwalone poduszki na kanapie (bo tak mu było wygodniej, a potem sobie poszedł)
  • pozostawione w moim pokoju ciuchy (bo zapomniał)
  • pozostawione w MOIM pokoju brudne naczynia i puste butelki (bo zapomniał)
  • zalane pranie w koszu na brudy (bo zasłonka w prysznicu nie dojechała do końca)

I wiecie co jest najgorsze?

To, że im się jeszcze nie znudziło wysłuchiwanie mojego zrzędzenia (i od razu dodam, że zrzędzenie, to jest eufemizm).

Bo to nie jest tak, że są flejami i nie potrafią sprzątać – Addik  w swoim pokoju miewa chwilowe tornada, ale lubi mieć posprzątane i sam to robi (czasem sprzątanie polega na upchnięciu wszystkiego pod stolik, ale wrażenie ładu jest)
Starszy –  ma dziewczynę i przynajmniej wtedy, kiedy ma go odwiedzić sprząta

Kąpią się po dwa razy dziennie, wystrojeni, wypachnieni, włoski wystylizowane…

a dookoła siebie … szkoda gadać…  wspólne terytorium?  masakra…

Ale coś mnie olśniło, kiedy Addik powiedział, że wstydzi się kogoś zaprosić do domu bo…. mamy niewyremontowaną łazienkę… Myślę sobie, a tego sajgonu się nie wstydzisz?
Przyszło mi do głowy, że może oni tego zwyczajnie nie widzą? Że ten bajzel tak się wpisał w krajobraz, że go nie zauważają?

No to zrobiłam zdjęcia i im pokazałam. Na chwilę pomogło i znowu jest to samo…
Oszczędzę Wam wszystkich szczegółów, ale żeby nie było, że przesadzam – taki widok wita mnie niemal codziennie…  🙁

syf, sprzątanie, bałagan

Kiedyś na jakimś szkoleniu dla rodziców prowadząca zadała nam ćwiczenie, żeby się zastanowić o co suszymy głowy swoim dzieciom i czy naprawdę jest warto o to kopie kruszyć…
Ja ciągle w głowie mam to mądre zdanie zmieniaj to co możesz, zaakceptuj to, na co nie masz wpływu i naucz się te rzeczy rozróżniać…
Naprawdę się starałam… ale nie umiem… no nie umiem…nie zaakceptuję w życiu, a jeszcze ładnych parę lat zanim się z domu wyniosą…

Jak to zmienić????

Macie jakieś pomysły?