Tegoroczne święta uważam za udane!

Z obawą, w napięciu, z przedświątecznym stresem czekałam na te święta.

Ostatnie miesiące dawały nadzieję, że będzie lepiej niż zwykle, choć do optymizmu było mi dalej niż bliżej. I chyba zgodnie z zasadą, że im mniejsze oczekiwania tym większa radość, w skrócie rzecz ujmując – było całkiem dobrze 🙂

Kilka dni przedświątecznych było odrobinę nerwowych, co wynikało nie tylko z tego, że emocje Addika brały górę, ale także moje zmęczenie, napięty grafik i dodatkowe okoliczności stresujące, przekładały się na niższą tolerancję dla pewnych sytuacji.

Wigilia – udana

Odkąd Addik zdobył się na samodzielność, tradycją stało się, że to on „załatwia” pieczywo na święta – czyli leci rano do piekarni – tym razem nie obyło się bez uszczypliwych komentarzy, bo nie zgodziłam się żeby najpierw przytaszczył choinkę i się nią zajął, ale koniec końców sprawę załatwił. Przewietrzył się i na spokojnie i zupełnie samodzielnie ubrał choinkę – pierwszy raz sam od początku do końca i pierwszy raz tak, że nie wymagała interwencji – zresztą proszę – oto dowód.

choinka udane święta mamaaddika

Potem trudne parę godzin oczekiwania, przed wyjazdem sam poprosił o małą tabletkę  i ….
zupełny spokój na kolacji – nie dawał się sprowokować młodszemu siostrzeńcowi przed, nie było żadnych fochów podczas, grzecznie zjadł, poczekał aż wszyscy zjedzą, nawet próbował namówić najmłodszego niecierpliwego na wypatrywanie śladów Mikołaja za oknem i spokojnie poczekał aż mały porozdaje prezenty. W pewnym momencie nawet mnie zaskoczył, bo postanowił ich nie otwierać, żeby sobie przedłużyć przyjemność. Koniec końców nie wytrzymał , ale w porównianiu z wcześniejszymi latami – mega różnica.

Święta – udane

Pierwszy dzień tradycyjnie spędzamy w domu – było więc tak lubiane przez chłopaków „duże śniadanie w pokoju”,  Mikołaj jak co roku przyniósł nową grę, więc ją wypróbowaliśmy i ogólnie było miło, spokojnie i świątecznie. Był wypad na rowerowo-biegowy do lasu i nad jezioro – tak zimowo było 😉

długie udane
Drugi dzień tradycyjnie wiąże się z podwójnie uroczystym obiadem, gdyż w święta urodziny obchodzi mój Tata. Ten dzień również upłynął bardzo spokojnie.

Był tylko jeden mały zgrzyt. W naszej rodzinie jest dwóch „aparatów” – Addik i jego 6 letni kuzyn. Do niedawna Addik był tym złym, który podpuszczał małego do rozrabiania i prowokował zadymy za co był równo opierniczany i oceniany. Od pewnego czasu jednak młody przejął pałeczkę i chwilami przerasta „mistrza”. Tym razem też. Mimo, że Addik ignorował jego zaczepki i nie dawał się wciągać w głupawki, uparcie próbował go sprowokować. I w nosie miał nie tylko, że on nie chce z nim wariować, ale i uwagi mamy, żeby nie biegał po kuchni, bo gorące patelnie itp. Kiedy jednak w końcu dostał w tyłek, dziadek próbując go pocieszyć powiedział coś w stylu – to Addika wina, a ty dostałeś lanie? Co gorsze na mój żywy protest, bo tym razem zupełnie nie było podstaw do tego, a poza tym chciałam, żeby zauważone było to dobre zachowanie Addika, puścił oczko, że on wie ale, to żeby mały przestał ryczeć. No ręce mi opadły po prostu….
Wyszło, że Addik, który zachowywał się bez zarzutu został dla zasady oskarżony, a mały, który rozrabiał rozgrzeszony i jeszcze pocieszony. I to przez osobę, która mi przy każdej okazji wypomina niekonsekwencję…

Na szczęście to był jedyny nieprzyjemny moment, dlatego Święta 2015 przechodzą do historii jako udane – chyba pierwsze od dobrych 10 lat !!!