Niepokojące zachowania – trochę teorii na temat

Dzisiejszy post będzie o tym, jakie niepokojące zachowania mogą być spowodowane zespołem zaburzenia uwagi, powszechnie określanym jako

adhd mamaaddika, niepokojące zachowania

Po pierwsze to najbardziej oczywiste, co się wszystkim kojarzy od razu:

* niemożliwość usiedzenia na miejscu, nadruchliwość, hiperaktywność.
W naszym przypadku to np. nieustanne uwagi, że wstaje z ławki kiedy chce, że chodzi po klasie, buja się na krześle, kopie piłkę w czasie lekcji, biega podczas przerwy.

*hałaśliwość, gadatliwość – tu trudno określić granicę anomalii.
Mój syn mówi głośno, szybko i dużo. Kiedy jest czymś pobudzony „drze japę” albo nadaje jak katarynka – słowotok na wysokim c. Mimo tego, że wie, że w danej sytuacji powinien siedzieć cicho, to nie umie się powstrzymać – nie tylko przed odezwaniem, ale i przed powiedzeniem czegoś niewłaściwego – np. no nie! kto puścił bąka? w czasie klasówki – efekt wiadomy – klasa kwiczy ze śmiechu, a w dzienniczku uwaga, bo przecież żaden nauczyciel nie uwierzy, że 12 latek powiedział to mimo woli. Ale też bardzo powszechna sytuacja, odbierana jako brak kultury – wyrywanie się do odpowiedzi – bez pozwolenia, a często zanim usłyszy pytanie i klasyczne wymądrzanie się.

* chwiejna koncentracja (tak, tak – nie brak, tylko chwiejna)
Nie może się skupić, albo skupia się tak, że gdyby nie to, że oddycha odruchowo, to pewnie by o tym zapomniał – czasem rozprasza go każda głupota – mucha na szybie, kichnięcie kolegi, czasem jest w stanie obejrzeć cały film – bez ruchu i bez słowa. Film jest tylko przykładem – nie chodzi o regułę, że telewizja = skupienie. Podobnie się dzieje np przy odrabianiu lekcji – czasem nie ma szans na minutę koncentracji, a czasem w ciągu 20 minut pracuje i robi wszystko za jednym podejściem.

* ogromne trudności z dokończeniem zadania
Rozwiązując zadanie, które powinno zająć 5 minut, dwa razy musi się napić, raz siku, koniecznie zatemperować ołówek, ale najpierw znaleźć temperówkę, przez co robi się bajzel, który chce od razu posprzątać, ale na to nie ma czasu, więc odgarnia go na bok, w bałaganie ginie ołówek, a kiedy wszystko jest gotowe, okazuje się, że zapomniał o co chodziło i trzeba zacząć od nowa, a wtedy chce się siku…
Sto rzeczy zaczętych, żadna nie skonczona, bo ilość zadań go przerasta.

* powiązane z powyższym – trudności w planowaniu i organizacji co i kiedy trzeba zrobić oraz ile czasu na to potrzeba.
Zdziwienie, że napisanie wypracowania nie zajmuje 5 minut, tylko 3 godziny (a przecież jest w 5 klasie i napisał ich już naście), niezrobione lekcje, a koledzy czekają na podwórku, bezskuteczne poszukiwanie ulubionych spodenek na wf minutę przed wyjściem do szkoły i odnalezienie ich po paru dniach w szafce z książkami…
na to będzie osobny post, bo duuuuużo tego

* roztrzepanie – gubienie rzeczy, zapominanie, popełnianie błędów przez roztargnienie, trudność w wykonaniu instrukcji

ja:
– Miałam zrobić gofry, ale cukier się skończył
Addik (fan gofrów):
– Mogę iść do sklepu – a nutelle do nich kupić?
ja:
OK leć – i kup jeszcze małą maślankę naturalną – taka butelka jak ta (tu wyjmuję z lodówki dla demonstracji).

Dalej następuje cały ceremoniał wychodzenia – siku, napić się, kopnąć piłkę parę razy w drodze z pokoju do korytarza, założyć jeden but – wrócić do pokoju po swoje zaskórniaki, jakby w razie czego kasy nie starczyło… znowu kop w piłkę (odgłos doprowadza mnie do szału)… zakładanie drugiego buta – ceremonia upychania sznurówek (doprowadza mnie do szału!!) wychodzi….
A ja odliczam ok 3 minuty zanim zadzwoni telefon…
– Mamooooo, co ja miałem kupić?
No więc powtórka – cukier i maślanka – no i nutella
Wraca…. i jak gdyby nigdy nic wyciąga z torby cukier, mąkę, nutellę i …. dużą maślankę truskawkową. Patrzę na niego – on na mnie – on nie wie o co chodzi – ja bez słowa wyciągam z lodówki wzorcową butelkę i w oczach pojawiają mi się ogromne znaki zapytania – a on bez mrugnięcia – takiej nie było…po czym przyciśnięty mocniej przyznaje się, że całkiem zapomniał o niej i już stojąc przy kasie poleciał, a nie nawet nie zauważył, że to truskawkowa…

I z tego wynika następna rzecz

* niska samoocena, brak wiary w siebie
jestem debilem, ale ja jestem głupi, beznadziejny jestem…nic nie mogę zrobić dobrze…

i na koniec
* musze mieć to tu, teraz, natychmiast!!!! – kompletny brak cierpliwości
Tu co ciekawe nie mieliśmy zupełnie problemu w wieku adekwatnym do typowych akcji – np nigdy nie zdarzyła się scena w sklepie, czasem tylko jakieś łzy, ale w granicach akceptowalnych, krótkotrwałe i szybko przechodziło.
Teraz to przybiera różne formy – najczęściej konieczność poczekania kwitowana jest jakimś bluzgiem, epitetem, małym wybuchem, trzaśnięciem drzwiami. Często jest to ironiczny komentarz, przeważnie dość przykry w stylu „jak siedzisz sobie w pracy za komputerkiem i nic nie robisz to i zarabiasz marnie, a potem dzieciom na wszystko żałujesz”.

No i tu możemy przejść do ostatniego ale chyba najbardziej uciążliwego, przynajmniej w moim odczuciu problemu –  wybuchowość, impulsywność i agresja,.
Słowna, ale i fizyczna – niepohamowana, nie do opanowania, krótkotrwała. przynosząca hmmmm jakby to ująć – uczucie porażki, że znowu się nie umiał powstrzymać?
Najświeższy przykład sprzed paru dni – mecz, mama na trybunie, całkiem dobrze idzie, pochwały, uśmiechy, po czym nieporozumienie z trenerem – trener widział, że młody zmęczony i nie ma już siły kopnąć porządnie, więc go zdjął z boiska, żeby odpoczął. Addik to odebrał jako karę za nieudaną akcję i schodził ze słowami „mam to w dupie”. Na cały głos oczywiście.
Wróciliśmy do domu, położył się, żeby odpocząć zanim zrobię mu jedzenie, po czym po chwili słyszę całą wiązankę niecenzuralnych słów, a chwilę potem widzę szklankę z wodą ciśniętą o podłogę z taką siłą, że się odbiła od ściany jeszcze. Co było powodem? to co w getrach przyniósł z boiska zamiast do kosza wysypało się obok…
i chwile potem jakby się obudził – zdziwienie – ja to zrobiłem? no i oczywiście płacz, bezradność…

To tylko część tego co się wiąże z tym zaburzeniem – tylko tyle, ale i aż tyle. Nie mogę tylko zrozumieć dlaczego przez 8 lat żaden „fachowiec” nie poskładał tego razem do kupy i nie dostaliśmy wcześniej diagnozy, wytycznych, leczenia? Dlaczego tyle lat „straciliśmy”?

Za KAŻDYM razem pierwsze pytanie brzmiało „z jakim problemem przyszliście?” i potem tylko wokół tego się kręciliśmy – więc była agresja, była nadruchliwość, były problemy z koncentracją, lęki.  W KAŻDEJ opinii potwierdzano problem, z którym przyszliśmy, ale też zauważano wszystkie pozostałe objawy. I co? NIC!!!!

A z tym co teraz wiem (i czego w większości sama się dowiedziałam) mogło być to wszystko dużo mniej burzliwe, prostsze, mniej traumatyczne i obciążające… wystarczyłaby właściwa diagnoza.