Opinia z poradni psychologiczno – pedagogicznej

Cisza tu zapadła taka, jakby adhd zniknęło… Ale wręcz przeciwnie…Jest… Bardzo JEST…

opinia z ppp

Skąd więc ta cisza?

Z kilku powodów:

  • matura drugiego syna,  wybór studiów, oczekiwanie na wyniki i gorączkowe szukanie opcji awaryjnych…
  • wakacje, a więc dużo wolnego czasu, odstawione leki, całodobowe bombardowanie emocjami…
  • problemy osobiste, których rozwijać nie będę…
  • i ten najważniejszy – kubeł zimnej wody jaki dostałam w poradni pedagogiczno – psychologicznej… który spłukał całą radość i ulgę w związku z ukończeniem tej toksycznej podstawówki.

Odechciało mi się wszystkiego… czułam się tak jak ten samochód powyżej

Opinia z poradni PP-P

Wiadomo, że aby dziecko dysfunkcyjne miało szanse na odpowiednie traktowanie w szkole, konieczna jest opinia z poradni psychologiczno – pedagogicznej.
Opinia ta jest ważna na dany etap nauczania.

W naszym przypadku pierwszą zdobyliśmy dopiero po IV klasie.

Badanie, muszę przyznać, było naprawdę kompleksowe – trwało kilka dni, syna badało kilku specjalistów i opinia była naprawdę szczegółowa, z precyzyjnymi i jednoznacznymi wskazówkami – zarówno dla rodziców (czyli dla mnie) jak i dla nauczycieli.
Zaproponowano mi też udział w warsztatach dla rodziców, które bardzo pomogły i indywidualne spotkania z psychologiem.

Mi pomogło to bardzo, choć nie powiem, że daję radę stosować wszystkie zalecenia.
W szkole, do której chodził mój syn, nikt tak naprawdę się nią nie przejmował. To była szkoła z tych które adhd nie uznają i tyle. Dziecko z zaburzeniami to po prostu kłopot, który się tępi, karze i próbuje wcisnąć w ramki.  A na trzy nauczycielki, które  potrafią i chcą dać tym dzieciakom szansę, żadna już nie ma wychowawstwa. Bo rodzice tych „normalnych” protestowali, bo chcieli problemu się pozbyć, zamiast próbować rozwiązać. Bo pozostali nauczyciele nie chcieli widzieć, że się da inaczej…

Ile się nawalczyłam, nagadałam, naprosiłam, natłumaczyłam to nie chcę nawet wspominać.
Odpowiedź była przeważnie podobna – ja rozumiem, ja wiem, ale są zasady jednakowe dla wszystkich. I ta betonowość, o której pisałam wcześniej, ten brak  zrozumienia i to niezniszczalne „ja sobie na to nie pozwolę” „proszę z synem porozmawiać” „proszę COŚ zrobić”!!! Co tydzień….

W każdym razie – ku uldze i radości wszystkich zainteresowanych, podstawówka dobiegła końca.

Udaliśmy się więc po świeżą opinię, żeby zacząć nowy etap edukacji od razu z jasną sytuacją.

Poradnia psychologiczno – pedagogiczna

Niestety ta cudowna poradnia, gdzie dostałam tyle wsparcia i pomocy, dobrych rad, szkołę dla rodziców z cudowną prowadzącą,  w międzyczasie została rozwiązana.  A w zasadzie przeniesiona, ale przy okazji zmieniono rejonizację, więc na jedno wychodzi.
Trafiliśmy do innej.

Pierwszy kontakt mieliśmy w czasie stawiania diagnozy (czyli rok wcześniej), gdyż pani doktor potrzebowała opinii. Jak się okazało nowej wystawić nie mogli, bo stara był aktualna (ten sam etap edukacyjny), więc przeprowadzone zostało tylko jakieś badanie, mające na celu określenie stopnia zaburzeń, czy coś tam… No bo skoro zaburzenia uwagi rzutują na naukę..itp. Nic nowego z niego nie wynikło.

Kiedy więc w wakacje udaliśmy się po opinię do gimnazjum, teoretycznie pełne badanie powinno być przeprowadzone od nowa. I tu pierwszy zonk – to badanie przed diagnozą było na tyle niedawno, że pan pedagog nie uznał za stosowne go powtarzać.
I to spotkanie z nim było tym kubłem zimnej wody, o którym wspomniałam na wstępie.

Zderzenie z nim było tak traumatyczne, że naprawdę długie tygodnie mnie trzymało.

Najpierw pozytywne zaskoczenie bo na wizytę czekaliśmy tylko 2 tygodnie.
Potem zdziwienie, bo zamiast pani, która nas badała wcześniej, był pan…
Dalej było tylko gorzej…

Na dzień dobry usłyszałam typowe pytanie „jaki problem?”.

Człowiek widzi mnie pierwszy raz, nie zaglądał w żadne dokumenty, więc chciałam nakreślić sytuację itp. A on mi w pół słowa:

– proszę pani – PROBLEM !!!! JAKI??

Mówię, że adhd, szkoła –zachowanie na lekcjach, zaburzenia koncentracji, problemy z nauką…

– Jakie dziecko ma obowiązki ?
– Poza odrabianiem lekcji?  takie codzienne? Typu śmieci…

Tu mi pan przerwał:

– bądźmy poważni… on nie ma trzech lat, tylko 13!

No więc pytam,  jakie w takim razie ma na myśli. On na to

– ok rozumiem, że żadnych.

Kolejne pytanie:

– do której klasy pomagała mu pani przy lekcjach?

Ja na to oczywiście, że cały czas pomagam!

BŁĄD!!!  W ten sposób on się nigdy nie nauczy samodyscypliny.

No to ja w te pędy prostować, że nie chodzi mi, że go pilnuję, za rękę prowadzę,  tylko mu pomagam, bo nie rozumie, bo go przepytam…

A on to:

 – od uczenia jest szkoła – pani ma tylko egzekwować czy odrabia lekcje.

Już lekko wkurzona pytam jak ma odrobić zadanie z matematyki, skoro nauczyciel mu nie wytłumaczył, części nie dosłyszał, bo ma problemy z uwagą i po prostu nie wie, jak się za nie zabrać?

 – To nie jest pani problem tylko nauczyciela. A jak pani uważa, że nie wystarczy lekcja, to są zajęcia wyrównawcze…

Ręce mi opadły… Ale w ogóle nie było mowy o tym, żeby temat kontynuować.

Poprosił syna na „badanie”

Trwało ono nie dłużej niż 15 minut. W jego trakcie kazał mu przeczytać na głos tekst, zadał kilka pytań do niego, kilka z wiedzy ogólnej, jakieś proste zadanie z matematyki.

Potem spadła cala reszta.

Okazało się bowiem, że pan w ciągu tych 15 minut stwierdził, ze syn jest bardzo rezolutny, ma dużą wiedzę, dobrze czyta i rozumie to, co czyta i jest bardzo kontaktowy i zupełnie nie zauważył problemu z koncentracją. Wręcz dał mi do zrozumienia, że wymyślam te problemy.

Oczywiście argumenty, że badanie sam na sam z dorosłą, obcą osobą, bez rozpraszaczy, krótko  – ale i tu przerwał mi w pół zdania.

Bo to ja jestem problemem

Bo ten dzieciak nie ma ŻADNYCH obowiązków, bo nawet ja pilnuję odrabiania lekcji – on nic nie musi. On ma wszystko podane na tacy.

Bo jedyne czego mu potrzeba to twardej, stanowczej  ręki.
Bo mamusie to mają tendencje do rozpieszczania swoich syneczków.
O, a pani w dodatku sama wychowuje… no tak…

Zatem pytanie:

– czy jest pani zapewnić kogoś, kto ma silną rękę i będzie w stanie go ogarnąć (skoro sama pani nie daje rady)?

Miałam ochotę mu powiedzieć, że oczywiście stado chętnych do zajęcia się czyimś, trudnym dzieckiem, które jest z założenia wrogo i niechętnie nastawione i z pełna mocą to okazuje, złożyło swoje oferty.

– NIE MA

– No to o czym my mamy rozmawiać?

Pytam więc, co mam w takim razie zrobić?

– Jak sobie pani przez 13 lat nie znalazła sposobu, to ja pani NIE POMOGĘ. To już nie czas na wychowywanie, ani tym bardziej na rady wychowawcze. Teraz pozostaje mieć nadzieję, że nie będzie gorzej. Dziękuję to wszystko – opinia będzie za 2 tygodnie.

Wyszłam z gabinetu w szoku…Pani psycholog, która była następna w kolejce do badania, pocieszyła mnie, że ten pan tak już ma… że wali między oczy. Porozmawiała ze mną krótko, potem z synem i tyle. Całe badanie.

A pan dogonił mnie jeszcze na schodach oświadczając:

– uprzedzam – to już ostatnia opinia – dalej parasola nie będzie.

Zalecenia z opinii

Badanie przeprowadzono na wniosek matki, która zgłasza problemy z koncentracją i nauką… potem pół strony stwierdzeń to podważających, bo dzieciak prawie geniusz – wszystko ponad przeciętną, tylko motywacja i nastawienie marniutkie… no i źle długopis trzyma więc możliwe, że to zniechęca do pisania…

I zalecenia dla szkoły takie:

  • utrzymywać ścisłą współpracę ze ŚRODOWISKIEM RODZINNYM w celu podniesienia efektywności działań wychowawczych (środowisko to ja, no ale ja sobie przecież nie radzę)
  • kształtować dojrzałość emocjonalno-społeczną przez ćwiczenie aktywności zadaniowej
  • kształtować poczucie obowiązku i samodyscypliny przez przydzielanie ról
  • na lekcjach aktywizować werbalnie celem podtrzymania uwagi
  • nie obniżać ocen za pismo
  • na zachowania reagować ze spokojem i cierpliwością ( a w opinii ani słowa o zachowaniu)

A dla mnie :

  • Dostrzegać mocne strony i pozytywne zachowania (serio?)
  • Monitorować zadania domowe i ukierunkować na pracę własną (naprawdę, to takie proste???? czy ja przypadkiem tego nie robiłam wcześniej?)
  • Zorganizować czas wolny, aby mógł wyładować emocje w sposób akceptowalny społecznie….(bez komentarza)

Dobre rady

Miał ten pan w kilku kwestiach trochę racji. Nie przyłożył jednak miarki do sytuacji ogólnej. Ba nawet o nią nie zapytał… Ja wiem, że to co on mówi jest bardzo sensowne i logiczne.  Że powinno być tak i tak, też bym wolała tylko sprawdzić czy lekcje zrobione i zjeść trzydaniowy obiad przygotowany przez dziecko, ale to tak nie wychodzi – a ja nie mam nikogo, kto by mi pomógł.
Pewnie, że sobie nie radzę ze wszystkim, pewnie, że popełniam błędy, ale tak w oczy powiedzieć, że jestem do niczego? że to wszystko moja wina, bo chcę zrównoważyć to całe zło które go dotknęło i spotyka? Za bardzo się staram?
I ta rada w stylu proszę zapewnić mu kogoś kto sobie z nim poradzi?
Równie dobrze mógł mi powiedzieć, że w ciąży mogłam jeść mniej czekolady, albo wybrać innego ojca, to może geny lepsze by były…

To mnie tak zdołowało, że odechciało mi się wszystkiego. Pomyślałam, że faktycznie – skoro tyle w to wkładam serca, czasu, zdrowia, a to wszystko o kant du..y, to może lepiej sobie odpuścić i liczyć, że nie będzie gorzej? Odpuścić i odpocząć wreszcie? Olać to wszystko…

Tylko jak? Jak ten mały wulkan siedzi za ścianą, jak cały czas ma milion pomysłów, które chce realizować natychmiast, jak ciągle mu coś nie pasuje, coś źle , coś nie tak… no jak???

 

  • dziękuję za miłe słowa wsparcia. Najgorsze w tym wszystkim, że od tej poradni zależy bardzo dużo… Na szczęscie współpraca w nowej szkole wygląda obiecująco.

  • Kanda

    Kontakty z osobami o pewnym rodzaju władzy – wystawiającymi opinie i oceny, wypisującymi recepty itp – bywają frustrujące. I niestety, ci ludzie nie zawsze pomagają, czasem nawet szkodzą. A żyć ze swoim życiem trzeba samemu, więc samemu trzeba wiedzieć jak najwięcej, żeby nie wierzyć we wszystko, co piszą i przepisują. Przydałoby się także tym „pomagającym” nieco taktu…
    Nie jesteś winna i nie odpuszczaj sobie. To Twój „mały wulkan” i dla niego warto się starać:)
    Każdy jest „jakiś” i każdy z tą „jakością” musi sobie znaleźć sposób funkcjonowania. Nie ma dwóch takich samych ludzi, więc nie ma dwóch takich samych sposobów życia. Ani dwóch takich samych zestawów zaleceń czy terapii. Podejście indywidualne, dużo małych kroków, czas, cierpliwość, pomysłowość, gotowość na błędy i zmiany metod – i uda się przygotować Addika do dorosłego życia. A o to w końcu chodzi w całym tym procesie wychowywania. Powodzenia:)

    • dziękuję za słowa wsparcia. Najgorsze w tym wszystkim, że od tej poradni zależy bardzo dużo… Na szczęscie współpraca w nowej szkole wygląda obiecująco.