Skąd się wzięła mama ADDika?

Mój syn od początku był inny… szybciej wszystko robił, intensywniej przeżywał, czerpał z życia na 110% i wyczerpywał otoczenie równie skutecznie.
Początkowe „sukcesy” cieszyły, budziły dumę  – 4 miesiące usiadł, 9 zaczął chodzić, pierwszym sensownym słowem było „grrrraa” i to rrr zabrzmiało, aż ciarki przeszły.
Ale potem zaczęły się schody…

– bo się nie męczył – miał naprawdę niekończące się pokłady energii,

– bo nie działał u niego żaden instynkt samozachowawczy – nie czuł, że zimno, że gorące, że boli
– bo był „niereformowalny” – można było milion razy pokazywać, tłumaczyć, a on za każdym razem robił coś, jakby to było pierwszy raz i za każdym razem był równie zaskoczony efektem tych poczynań
– bo był „niegrzeczny” i absorbujący całość uwagi, nie znosił konkurencji – na żadnym polu.

A przy tym wszystkim błyskotliwy, inteligentny, bardzo rezolutny, często poważny jak na swój wiek, logicznością myślenia zaskakujący nie jednego dorosłego. Czytał mając niespełna 4 latka, 200 elementowe puzzle układał w kilka minut. 
Wesoły i pogodny na zmianę z wrednym złośnikiem. W jednej chwili płaczący z żalu, bo kotek mieszka na ulicy i pewnie mu smutno, a w drugiej ukręcający ogon naszemu. Huśtawki skrajności – radość/rozpacz – euforia/wściekłość, dokuczający do bólu ale i kochany do bólu…

Potem zaczeło się przedszkole – problem z adaptacją do współżycia w grupie, przestrzegania zasad, zwracania uwagi na innych, wykonywania poleceń…
W międzyczasie rozwód rodziców, z całą traumą z tym związaną (bo on jako jedyny chyba nie umiał wtedy zrozumieć, co i dlaczego się stało) – wywrócenie i tak mało stabilnego, ale jednak znanego życia do góry nogami…
Potem szkoła – to samo co w przedszkolu, a dodatkowo problemy z dyscypliną, z wdrożeniem do obowiązków, ogarnianiem tego wszystkiego. Opinie „bardzo zdolny, ale nie wykorzystuje swoich możliwości”, „dużo traci przez swoje zachowanie” itp…

W domu nie lepiej – mi czasami nie starczało ani siły, ani cierpliwości – więc nie raz i nie dwa powiedziałam słowa, których nie powinnam.
Starszy brat mimo, że w trudnym okresie dojrzewania to jednak „bezproblemowy”, ciągle spychany na boczny tor, ale przecież tak samo potrzebujący uwagi, nie miał litości dla krnąbrnego małolata – jechał po nim ile się dało – to napędzało mechanizm eksplodujący.
Ja sama z tym wszystkim – pracą, domem, troską o codzienne sprawy i wiecznie w biegu, w ciągłym napięciu… I A
wantury z byle powodu, nakręcane niepotrzebnie i budzące wyrzuty sumienia…. 

W ciągu tych lat dodatkowo zmagałam się z murem niezrozumienia otoczenia – zdecydowana większość widziała jedno proste rozwiązanie „powinien dostać porządne lanie, to się oduczy/nauczy”. Z każdej strony słyszał, że jest nienormalny, dziwny, okropny (resztę łatek sobie daruję). A ja że sobie nie radzę, że pozwalam na wszystko…
Moje uparte poszukiwanie odpowiedzi na pytanie – co jest z nim nie tak?
Szkoła dla rodziców, jedna poradnia za drugą i coraz większa bezradność. Bezradność i samotność, bo naprawdę w nikim nie miałam oparcia w tej walce. I coraz większe zwątpienie…


Ale w końcu pojawił się przełom – trafiliśmy na wspaniałą osobę, która podpowiedziała, gdzie szukać pomocy. I wygląda na to, że w końcu trafiliśmy na własciwą drogę.

Winowajcą w tym wszystkim jest ADhD – zespół zaburzeń uwagi.
Zaczęłam zgłębiać temat i im bardziej mi się dopasowywały elementy tej układanki tym większa złość, że nie dotarłam do tej wiedzy wcześniej.
Postanowiłam więc pisać tego bloga  – z trzech powodów
– gromadzić wiedzę dla siebie, ale także dla innych rodziców w podobnej sytuacji
– zapisywać zmiany w zachowaniu Addika
– uświadomić „postronnych” na czym to wszystko polega.

Synka mojego będę tu nazywać Addik – stąd mama ADDika.