Gdybym wiedziała wcześniej – diagnoza

Ciekawe ilu rodziców zadaje sobie to pytanie, kiedy usłyszy diagnozę i dowie się „z czym to się je”. Podejrzewam, że głównym uczuciem jest powrót nadziei, po czym z zapałem zaczynamy zgłębiać wiedzę na temat choroby – dla siebie i dla dziecka.
Przed diagnozą wychowywanie takiego dziecka to była podróż bez mapy, pełna ślepych uliczek, dziur w nawierzchni, porażek i bezradności. Pytań w stylu „co jest z moim dzieckiem nie tak”? „gdzie popełniam błąd”? Diagnoza przynosi ulgę, że nasze dziecko nie jest z gruntu złe, że nie jesteśmy nieporadnymi rodzicami, ale z drugiej także wątpliwości dokąd możemy ustąpić, gdzie kończą się objawy a zaczyna złe zachowanie. Ile tego jest efektem stresu, przytłaczających obowiązków, ile wynika z choroby?

Ja jak już wspominałam w zasadzie do diagnozy dopchałam się sama – odhaczałam po kolei wszystkie możliwości, próbowałam różnych sposobów (mniej lub bardziej konsekwentnie). Zanim trafiliśmy do lekarza dużo już wiedziałam i robiłam. Bo niestety smutna prawda jest jednak taka, że diagnoza to tylko wierzchołek góry lodowej – w naszych realiach służba zdrowia będzie tylko małym wsparciem. Co więc jest istotne?

Ekspertami od choroby naszego dziecka musimy stać się MY. Bo my je mamy na codzień, my wiemy jak na co reaguje, my musimy szukać sposobów na radzenie sobie z kryzysami mniejszymi i większymi. Na nas spadnie również wypracowanie porozumienia ze szkołą, bo nauczyciele będą oczekiwać od nas wytycznych… Także „praca domowa” w dużej mierze i dużo dłużej niż w przypadku zdrowych dzieci będzie nas obciążać.

Przestań tylko przepraszać
Wielu z nas pewnie przyzwyczaiło się do przepraszania za „wybryki” dzieci. Przepraszaliśmy nauczycieli, innych rodziców, inne dzieci. I głowę daję, że potem obrywało dziecko…
Czas zmienić podejście – zamiast tylko przepraszać informujmy, uczmy innych, że to jest choroba, jak się objawia i co można zrobić, żeby nie zaogniać sytuacji i nie krzywdzić dziecka. Przecież nikt nie przeprasza, że dziecko z wadą wzroku nie widzi dobrze, tylko kupuje mu okulary, nie przeprasza się za to, że dziecko z cukrzycą nie zjadło tortu na przyjęciu, tylko tłumaczy dlaczego nie mogło tego zrobić. Problemem przy adhd jest to, że objawem jest przeważnie niegrzeczne zachowanie, bezczelność, złość itp ale to nie jest celowe! a często jest nieświadome, więc dziecko nie może tego kontrolować. Pamiętajmy jednak, że adhd nie jest usprawiedliwieniem. Musimy uczyć dziecko właściwego postępowania – pracujmy na to, aby prawidłowe zachowanie stało się nawykiem – mózg jest tak skonstruowany, że lubi oszczędzać i automatyzuje co tylko się da. Jeśli nie można liczyć na świadomą ocenę sytuacji wyróbmy prawidłowe nawyki

Wybaczaj
Wybaczajmy dziecku – ono naprawdę nie może inaczej, nie może postarać się bardziej, nie umie się skupić czy pomyśleć dwa razy zanim coś powie, zrobi. Nie nośmy w sobie urazy, że nam napyskowało, że rozwaliło to czy tamto – im szybciej my zapomnimy, tym szybciej wszystko wróci do normy.
Wybaczmy sobie niewłaściwe podejście sprzed diagnozy, te gorzkie słowa które padły, te kary i inne próby ogarnięcia problemu. wybaczajmy także to, że czasem puszczają nerwy, że czasem i nam się zdarzy wpaść w furię.
Wybaczmy wreszcie innym, rodzinie, znajomym, nauczycielom, którzy kierują osądy do nas i do dziecka – wiedza na temat tego problemu jest naprawdę znikoma. A nikt kto nie musiał się zmierzyć osobiście z takim wyzwaniem tego nie zrozumie.

Ale nie wymagajmy od siebie bycia superrodzicem, dzielnie znoszącym te trudy, uśmiechniętym i zadowolonym – życie z takim dzieckiem jest potwornym wysiłkiem i fizycznym i psychicznym.
Nie wahajmy się prosić o pomoc! Nie miejmy wyrzutów, że czasem potrzebujemy uciec od tego chociaż na chwilę…I pamietajmy, że nie tylko my mamy taki problem – szukajmy innych – w grupie będzie raźniej. np w takiej grupie na fesjbuku

mamaaddika, pomoc, diagnoza adhd

Dowiadując się ile trudności u naszego dziecka spowodowanych jest zaburzeniem możemy wpaść  w lekkie przerażenie od czego zacząć – nie musimy zrobić od razu wszystkiego, zresztą chyba się nie da – skupmy się na tym z czym w danej chwili jest największy problem. Przecież nic się nie stanie jak nie posprząta pokoju, bo nie mógł zrozumieć zadania z matematyki i „trochę” mu zeszło zanim odrobił lekcję. Jutro matmy nie będzie, to sobie posprząta.
Spójrzmy na nasze dziecko z innej strony – nie tylko na tą upierdliwość, hałaśliwość i zamieszanie które czyni. Popatrzmy ja jego błyskotliwość, pomysłowość, inteligencję, na wrażliwość i radość życia. Podłączmy się czasem do jego bateryjek, do tej chęci do działania 🙂
KOCHAJMY!!! bezwarunkowo, zawsze i to okazujmy. Niech dzieciak wie, że nasza miłość nie zależy od jego zachowania. Niech czuje, że w każdej chwili ma nasze wsparcie i może liczyć na pomoc.