Gdy brak współpracy ze szkołą – adhd

Współpraca ze szkołą – prawda czy mit?

Głównym zadaniem szkoły powinno być rozbudzenie chęci do zdobywania wiedzy, przekazywanie tej wiedzy w skuteczny sposób i nauczenie korzystania z niej. Drugim, nie mniej ważnym, nauczenie dzieci życia w społeczeństwie.
Oba zadania nie mają szansy się udać bez współpracy z rodzicami.współpraca ze szkołą

Jakiś czas temu pisałam jakie są możliwości, aby współpraca nauczyciela i dziecka z adhd lepiej się układała  – część 1 i część 2 .
Porady te, poszerzone o wytyczne z poradni psychologiczno – pedagogicznej i wskazówki, które dostałam od psychologa prowadzącego mojego syna, przekazałam nauczycielom.
W mojej ocenie są to naprawdę wykonalne i skuteczne metody.

A jak to wygląda w rzeczywistości?

W przypadku naszej szkoły, z przykrością muszę stwierdzić, że o współpracy nie ma mowy – szkoła ma swoje ramki i nie ma mocnych, żeby ją z nich wyjąć.
I nie chodzi tylko o współpracę z rodzicami dzieci „trudnych”.

Dziś będą same przykłady, jak są realizowane zalecenia, wytyczne itp.
Dodam, że w klasie jest przynajmniej 3 zdiagnozowanych addików, więc tym bardziej powinno się dołożyć starań, żeby ich ogarnąć.

Chwal i podkreślaj dobre zachowanie, nie eksponuj złego

Dzieciaki gadają, nauczyciel nie jest w stanie ich uciszyć – cała klasa ma „karę”.
Addikom to w niczym nie przeszkadza, bo i tak mają tylko kary, klasa się dezintegruje, bo cała obrywa za przeszkadzaczy, a im samym nie zależy, bo i tak i zawsze są najgorsi.
Nauczyciele poza podnoszeniem głosu, stosują tylko jedno narzędzie – punkty karne, które jak sami przyznają, mają efekt żaden. Część nauczycieli nie może sobie z bandą poradzić…
Na zebraniu wychowawca bezradnie prosi o pomoc…

pomysły:
– najprostszy – pozbyć się problemu i przenieść tych „złych” do innej klasy – niewykonalne
– niech klasa za karę nie idzie do kina, na wycieczkę itp – to może wpłynie na tych „złych” – słuszne oburzenie zarówno rodziców grzecznych dzieci jak i tych grzecznych inaczej.
– zaprosić policję, czy nawet kogoś z zakładu karnego, albo wręcz zorganizować wycieczkę (!!!) do poprawczaka – niech zobaczą co ich czeka.

Nie wytrzymałam i się odezwałam – że może niech zamiast widma kary, mają perspektywę nagrody – może jeśli uda im się przetrwać tydzień bez uwag, to pójdą na lody, albo będą zbierać punkty, które potem wymienią na bilet do kina itp. Niech się motywują pozytywnie.
No to ustalono, że za lekcje bez uwag będą zbierać makaron do słoika. Jak się zapełni, to zostanie kupiona rybka klasowa, którą dzieci bardzo chcą mieć.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy po kilku dniach mój syn mi oznajmił, że rybka już jest.
I bynajmniej nie z powodu pełnego słoika… „bo zanim uzbierają, to się rok szkolny skończy, więc może ich to zmotywuje”… taaaaa na pewno…
Rybka się znudziła… lekcji nadal nie da się prowadzić.
Na kolejnym zebraniu ma być policjant…

Punkty dodatnie i ujemne

Władze naszej szkoły wpadły na pomysł, jak sprawiedliwie oceniać zachowanie uczniów.
Każdy na starcie dostaje pulę punktów i zachowanie poprawne. Aby mieć lepszą ocenę musi nazbierać więcej punktów, a punkty ujemne tą ocenę obniżają.
Taryfikator punktów dodatnich jest dość krótki – obejmuje np.  strój galowy na uroczystościach, udział w konkursach, zaniesienie lekcji choremu koledze (ale tylko, kiedy jest dłużej chory), czy upieczenie ciasta przez rodzica na szkolną imprezę.
Taryfikator punktów ujemnych nie mieści się na jednej stronie…
5 punktów ujemnych wyklucza zachowanie wzorowe, 15 bardzo dobre, a kolejny próg to bodajże 80 – więc średnio rozgarnięty dzieciak (a w przypadku tych z adhd, rozgarnięcie jest zwykle dużo ponad przeciętną) jak złapie 15, to już dalej ma w nosie.
Żeby było bardziej motywacyjnie,  to punkty dodatnie nie kasują ujemnych,

Mój syn 15 punktów zdobył w drugim tygodniu szkoły…

Zanim przejdę do szczegołów punktacji, napiszę, co jest zawarte w zaświadczeniu od lekarza prowadzącego , z którym zapoznali się nauczyciele.

U ucznia został zdiagnozowany zespół hiperkinetyczny, w związku z czym jest objęty terapią w tutejszej poradni. Pewne zachowania jak np, gadatliwość, impulsywność, wiercenie się w ławce czy chodzenie po klasie, wpisują się w obraz zaburzenia i jako jego objawy, nie mogą być traktowane jako przejaw niesubordynacji, działania celowego oraz nie powinny być karane.

No a za co nazbierał punktów Addik?

J. polski – rozmawia podczas lekcji , ciągle rozmawia podczas lekcji, komentuje wypowiedzi innych, odwraca się do kolegi,  zagaduje inne dzieci, wstaje z ławki, pstryka długopisem, stuka w ławkę, kopie w krzesło, wygłupia się, głośne uwagi.

Rozmowa z panią, a właściwie jej monolog, sprowadziła się do stwierdzenia:

Ja wiem, że pani się zasłania zaświadczeniami, ale w szkole są zasady i nic nie zwalnia z ich przestrzegania. I jeśli pani sobie na to pozwala, to niech pani syn po głowie skacze. Ja na to nie pozwolę! Proszę z synem porozmawiać. Tylko niech ta rozmowa przyniesie skutek!

I tak pani sobie dalej nie pozwala, młody dalej gada, bo oczywiście rozmowa nie poskutkowała, a do karania jego za jej niekompetencję nie mogę się przekonać.

Syn nienawidzi czytać, nie lubi pisać wypracowań, a średnia ocen – 2,5

Muzyka – bez przerwy rozmawia, dyskutuje, nie wykonuje poleceń, lekceważy obowiązki, tupie, krzyczy, chodzi po klasie.

Pod pojęciem lekceważenie obowiązków kryje się odmowa śpiewania przed całą klasą, ponieważ syn się wstydzi, a pani nie ma życzenia wysłuchiwać jego śpiewu po lekcji.
U tej samej pani, niemożność śpiewania spowodowana zapaleniem krtani i bezgłosem, zgłoszonym przed lekcją, skutkuje wpisaniem do dziennika „nieprzygotowania”.

Syn ma dobry słuch, ładny głos, umie i lubi śpiewać, sam wymyśla piosenki, uczy się innych w trymiga, ale nie lubi tego robić na forum. Oceny ; 1,1, 2, 3-

Religia – rozmawia, rozmawia, rozmawia, używał telefonu, nie pracuje na lekcji, stuka w ławkę, rozmawia.

Telefonu użył podczas pracy w grupach, żeby sprawdzić jakąś informację – pokazał to panu, ale użycie telefonu na lekcji, to użycie telefonu na lekcji. Oczywiście oburzenie swoje tym faktem również przypłacił punktami.

W brodę sobie pluję, że go zapisałam na tą religię, bo nasza rodzina raczej niewierząca, niepraktykująca, a jego racjonalizm obala większość „prawd wiary”. A czego jak czego, ale niespójnych informacji Addik nie zdzierży.
Mimo to chciał chodzić, bo średnią może podnieść. A że religia zawsze w środku planu i nie ma tematu zastępczego…zapisałam…

No to sobie podniósł średnią –  punktów ujemnych…

Matematyka – chodzi po klasie, rozmawia, szarpie się z kolegą, nie reaguje na uspokajanie, chodzi,  rozmawia, przeszkadza, chodzi, rozmawia, nie reaguje…

Matmy nie lubi, nie rozumie jak pani tłumaczy, a jak nie rozumie, to nie pisze, jak nie pisze to gada… Jak jest głośno, to pani krzyczy, jak pani krzyczy, to on się nie może skupić…
A ostatnio się przyznał, że jak jest dużo zadane, to to, co wie pisze, a tam gdzie nie wie pisze cokolwiek  „bo pani sprawdza tylko czy jest, nie sprawdza czy dobrze”…

oceny? 5, 5, 1,1, 2,1

Teraz dla kontrastu przedmioty, na których nie zbiera punktów:
historia – 5,6,4,4
przyroda – większość 4

Przypadek? nie sądzę…

Na dzień dzisiejszy nabierał już prawie 70 punktów i zbliża się niebezpiecznie do zachowania nieodpowiedniego…
Jestem pewna, że czasami przegina i pewnie nie raz zasłużył na te punkty za gadanie, ale w połączeniu z podejściem nauczycieli jakoś czuję, że często jest krzywdzony.
Próbowałam wyjaśniać parę sytuacji, choćby to śpiewanie, czy telefon, ale zawsze spotyka się to z jednym argumentem – nie możemy jemu podarować, bo zaraz inni będą robić to samo…

Na koniec zostawiłam sobie smaczek z dziennika uwag.
Po tym jak syn przedstawił kontekst sytuacji utwierdziłam się w przekonaniu, że w tej szkole współpraca jest tylko sloganem.

Na lekcji powiedział do nauczyciela: Czas mija, a skleroza się rozwija.
Podczas krótkiej rozmowy po zajęciach na temat tego incydentu stwierdził,iż był to tylko żart. Był szczerze zdumiony tym, że taki żarcik można uważać za niestosowny i obraźliwy.

Sytuacja oczami syna, opowiedziana zanim się otrząsnął z tego zdumienia, więc dość wiarygodna, wyglądała mniej więcej tak: lekcja w piątek, pani wyjątkowo w dobrym humorze, poleciła zrobić coś „na jutro”, po czym sama się upominała, że przecież jutro jest sobota. Po chwili ponownie zadała na jutro, sama się poprawiła i jeszcze pożartowała z tego. Po czym pogoniła dzieciaki do pisania, bo czas mija…

I nie dało jej do myślenia szczere zdumienie, ani nie pomogło przepraszam…
Przyłożyła punkty za obrażanie nauczyciela…

Cieszę się, naprawdę się cieszę, że kończy już tą szkołę…
Mimo, że przerażenie mnie ogarnia na myśl, co będzie w gimnazjum, bo poza standardowymi problemami z koncentracją itp, młody ma spore zaległości, to się cieszę.

W kolejnym wpisie powieje jednak trochę optymizmem.
Ale zanim… to ciekawa jestem, czy tylko w naszej szkole taki beton, czy to raczej standard?